Niby zwykli, a jednak tacy inni... - Reszel moje miasto

Idź do spisu treści

Menu główne:

Niby zwykli, a jednak tacy inni...

 
Wioleta, Grzegorz i Ania Szczepańscy. Młode małżeństwo z 7-letnią córką. Oboje bez stałej pracy ale z ogromną radością życia i wzajemną miłością.

Poznałam ich parę lat temu. Od razu zawiązała się między nami nić sympatii. Szczere rozmowy i... nie wiadomo czym spowodowane, wzajemne zaufanie. Tematy były różne; radości z rozwoju Ani i typowe dla jej wieku, problemy, wydarzenia na świecie, w Polsce i naszym mieście, pomysły na dobre życie w Reszlu...
Odkąd, półtora roku temu powstało Towarzystwo Miłośników Reszla i Okolic, zaczęłam inaczej postrzegać całą trójkę, To oni, razem ze swoją córką, byli uczestnikami większości działań stowarzyszenia. Zawsze zadowoleni i z nieodłącznym uśmiechem na twarzy.

Ci, którzy działają społecznie dla innych, wiedzą jak ważne jest, żeby znaleźć usatysfakcjonowanych odbiorców. Tylko wtedy czuje się sens tego, co się robi, a dobra ocena „dodaje skrzydeł” i skłania do dalszych działań.
Wiola, Grzegorz i Ania sympatią darzą nie tylko nasze stowarzyszenie. Są otwarci na każdą formę atrakcyjnego spędzenia czasu. Chodzą na rozrywkowe imprezy Miejskiego Ośrodka Kultury. Bawią się na wiejskich festynach. Korzystają z możliwości interesującego spędzania czasu w bibliotece. Uczestniczą w różnych konkursach. Nie boją się rywalizacji,znają nie tylko smak zwycięstwa ale i gorycz porażki. Nie przypominam sobie konkursu zorganizowanego przez bibliotekę, w którym nie wzięliby udziału. To zdjęcie ich trzynastoletniego psiaka, zrobione przez Anię, zdobyło I miejsce w ostatnim, wakacyjnym konkursie Miejskiej Biblioteki Publicznej w Reszlu.

Ogrom pochwał zdobyli kiedy zjawili się na starcie gry miejskiej zorganizowanej 11 lipca b.r. przez Miejski Ośrodek Kultury w Reszlu. Przyszli w oryginalnych, wykonanych przez siebie przebraniach. Wiola i Ania w długich sukniach, z koronkowymi parasolkami a Grzegorz w eleganckim fraku, z laseczką w ręku i binoklem w oku. Godzinę pozostałą do startu spędzili na pozowaniu do zdjęć z turystami. Nie planowali tego. Wyszło to spontanicznie ale mieli z tego świetną frajdę. Formalnie zajęli trzecie miejsce ale faktycznie byli bohaterami tego dnia. Dyrektor MOK-u, Artur Galicki, doceniając ich poczucie humoru i zaangażowanie, ufundował im nagrodę specjalną.

To nie nagrody są jednak dla nich motywacją, ale zapowiedź fajnej, wesołej zabawy albo ciekawego sposobu spędzenia wolnego czasu.

Nie udało mi się jeszcze namówić ich do działania w strukturach stowarzyszenia (nie spocznę jednak dopóki tego nie zrobię). Mimo tego, bardzo chętnie wspomagają nas wtedy, kiedy tego potrzebujemy. Już dwukrotnie, oczywiście z córką, pracowali z nami przy porządkowaniu terenu przy kolumnie i czternastej kapliczce różańcowej, zabytkach stojących na rozdrożu starej drogi pielgrzymkowej do Świętej Lipki i współczesnej szosy do Świętej Lipki i Mrągowa.
Wiola i Grzegorz zawsze zabierają ze sobą Anię. Wiedzą bowiem, jak dobrze rozwija się dziecko emocjonalnie i intelektualnie, mając przykład dobrych działań. Pragną, aby Ania wyrosła nie tylko na mądrą kobietę, ale także aktywną społecznie.

Wiola, Grzegorz i Ania to po prostu fajni ludzie i fajna rodzina. Wśród nas jest wielu równie sympatycznych ludzi. Każda instytucja i organizacja liczy na właśnie takich uczestników swoich działań, sympatycznych, aktywnych, z poczuciem humoru, ciekawych świata, otwartych na innych. 
Do zobaczenia!

Jolanta Grzyb 

 
 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego