Dzierżanowski Wiktor - Reszel moje miasto

Idź do spisu treści

Menu główne:

Dzierżanowski Wiktor

Wiktor Dzierżanowski – ponad pięćdziesiąt lat temu osoba powszechnie znana w Reszlu. Wcześniej nauczyciel, pracownik i wicedyrektor Zakładów Mechanicznych i Odlewni (późniejszej REMY) a potem przewodniczący Miejskiej Rady Narodowej (odpowiednik dzisiejszego stanowiska burmistrza). Najwyższą funkcję w Reszlu pełnił tylko przez półtora roku, ale pozostawił po sobie trwałą spuściznę. Wyjątkowym na tamte czasy osiągnięciem było zbudowanie połączenia kolejowego z Sątopami. Było to tym bardziej znaczące, że do prac włączyło się wielu mieszkańców Reszla. To właśnie Wiktor Dzierżanowski zachęcił ich do społecznego działania. Miał pewien rodzaj charyzmy ale działał też własnym przykładem.

Parę lat temu na stronie www.reszel.pl zamieściłam krótką informację o bohaterze niniejszego tekstu.  Niedawno temat powrócił
; w moje ręce „wpadła” gazeta „Świat” z 1958 roku, w której znajdował się artykuł pt. "Don Kichot na etacie" Zdzisława Antosa i Andrzeja Mularczyka.
Zapraszam do lektury jego najciekawszych fragmentów:


 
 
 
 


W styczniu ubiegłego roku (1957) w prasie pojawił się słynny apel Wiktora Dzierżanowskiego, przewodniczącego Miejskiej Rady Narodowej w Reszlu: „Zwalniani z administracji, przyjeżdżajcie do Reszla, dam wam pracę i mieszkanie!”. Przyjechały dziesiątki ludzi. Pytali, rozglądali się...

 
 
 
 


Reszel – cztery tysiące mieszkańców, jedna gospoda, jeden sklep potrzeb kulturalnych, dwa razy dziennie autobus łączy Reszel z powiatowymi miastami – a nowo wybrany przewodniczący MRN zwołuje konferencję, na którą zjeżdżają ludzie ze stolicy!!

Przed biurkiem przewodniczącego przewinął się cały łańcuch petentów. Byli wśród nich wczorajsi urzędnicy, zwolnieni nie ze swej woli. Jeszcze przedwczoraj plotkowali w kawiarni „Danusia” przy Alejach Jerozolimskich – dziś szukali przyszłości dla siebie w maleńkim miasteczku warmińskim; apel Dzierżanowskiego był dla nich dużą szansą.

Dzierżanowski uważał, że łatwiej porozumieć się z ministrami niż z woźnymi prezydium Powiatowej Rady. Mówiono o nim, że urzęduje w pociągu. Od og
łoszenia apelu naliczono, że był 20 razy w stolicy, 10 w Olsztynie, a w Biskupcu tylko...5! A czy jest coś bardziej obraźliwego dla powiatowych urzędników niż omijanie hierarchii  służbowej?

A w powiecie nie mogli mu zapomnieć, że bez wiedzy i zaproszenia wtargnął na jakąś ważną naradę w województwie. W przerwie podszedł ponoć wprost do prezydium i powiedział: - „Wy tu gadu, gadu o różnych sprawach, a gdzie pieniądze dla Reszla?” I wyobraźcie sobie – relacjonowano z oburzeniem – dostał 120 tysięcy na Dom Kultury w Reszlu!”

Różne jego ekskursje do wyższych władz przyniosły 14 milionów na kolej, 3 miliony na remont instalacji elektrycznych, 8 milionów na budowę internatu i sali gimnastycznej dla szkoły rolniczej, 3,5 miliona na internat dla zasadniczej szkoły drzewnej, 7 milionów na odbudowę zabytkowych kamieniczek, 0,5 miliona na remonty domów dla repatriantów – wszystko to poza planem i budżetem, który na bieżący rok wynosi raptem … 4 miliony złotych!


 
 
 
 

Wiktor Dzierżanowski (bokiem) ze Stanisławem Walczakiem podczas spotkania na temat budowy odcinka kolejowego Reszel - Sątopy. wiosna 1957r.

Zdjęcie zostało zamieszczone dzięki uprzejmości panów Stanisława G. i Henryka R. ... dziekuję...

 
 


W herbie Reszla figuruje niedźwiedź z pastorałem – znak herbowy biskupów warmińskich. Dzierżanowski nie tyle chciał mieć coś wspólnego z biskupami, ile z tradycją – stąd pomysł sprowadzenia niedźwiedzia i przygotowania dla niego specjalnego wybiegu w parku nad strumieniem. Wierzył, że niedźwiedź będzie wyśmienitą przynętą dla turystów – tych za złotówki i tych za dolary – i w tym też celu odbył konferencję z dyrektorami „Orbisu” w Warszawie, jak i z dyrektorem ogrodu zoologicznego.
Oprócz niedźwiedzia miał zamiar sprowadzić do Reszla prototypy nowych samochodów asenizacyjnych, wychodząc z założenia, że jeśli mają je gdzieś probować, dlaczego nie miałoby to mieć miejsca na ulicach Reszla.

Nie macie pojęcia, do cz
ego może dojść zwykły urzędnik, gdy uwierzy, że on o czymś decyduje! Mało niedźwiedzie, mało elektrownia wodna na maleńkim strumieniu – śnią mu się krowy sprowadzane z Francji!

 
 
 
 
 
 
 


Przy tej linii kolejowej Dzierżanowski spędził niejedną godzinę. Miejscowy lekarz wracał kiedyś późną nocą samochodem. Deszcz zacinał, ciemno było jak w ulu. Przy przejeździe kolejowym usłyszał okrzyki: „Hej-hop!” „Hej- hop!” Wysiadł. Zbliżył się do grupy ludzi. To w ramach czynu społecznego pracowali uczniowie liceum drzewnego – a na ich czele przewodniczący MRN.
Wreszcie przyszła chwila triumfu – chwila dawno oczekiwana. Całe miasteczko, mało – nawet goście z wyższych władz przybyli, by uczestniczyć w tej chwili triumfu. Wielu mieszkańców Reszla poszło piechotą do Sątop-Samulewa, by przyjechać do Reszla pierwszym pociągiem. Od tej chwili Reszel ma połączenie ze światem. Dziennikarze mogą pisać: „Ten dziesięciokilometrowy odcinek kolejowy to siedmiomilowy krok na drodze rozwoju Reszla – tego miasteczka inicjatywy” (bo tak się
już przyjęło, że jak pisze się Reszel, to należy obowiązkowo dodać gdzieś słowo „symbol”, i „inicjatywa”). Na stacji kolejowej zebrały się tłumy. „Jedzie!” „Jedzie!” Lokomtywa przecięła wstęgę. Orkiestra gra, przedstawiciele władz wręczają odznaczenia, padają gromkie słowa. Ale na trybunie nie pojawiła się drobna sylwetka Dzierżanowskiego.
Nie było go również wśród odznaczonych orderami za zasługi poniesione przy budowie kolei.


 
 


Na zwykłego człowieka nie czyha tyle niebezpieczeństw, jak na urzędnika. Nawet na ulicy. Otwiera się okno i nagle pada zaproszenie: „Niech no pan wstąpi”. A na stole ćwiartka. Diabli wiedzą, czy zaproszony jest Wiktor Dzierżanowski, czy przewodniczący MRN? Potem, oczywiście, rzecz się wyjaśnia … Zwykłego człowieka nie ogłasza się gwałcicielem, bo to bardziej kompromituje ofiarę anizeli napastnika. A z urzędnikiem od razu jest inaczej – on zawsze będzie osobą skompromitowaną.
Czy na zwykłego obywatela czatowałoby kilku ludzi za węgłem, żeby wystąpić w odpowiedniej chwili w roli świadków?  A tego dnia, którego miał miejsce skandal w Reszlu, obywatel K. spytał milicjantów: „Będziecie tam dzisiaj otwarci? (chodziło o posterunek) Bo będziecie mieli dziś robotę”.
No i była robota: przewodniczący pobity znalazł się w szpitalu, a nazajutrz „szepciucha” roznosiła po mieście, że przewodniczący w kalesonach uciekał. Zaraz z rana zjawił się w radiowęźle pewien obywatel z gotowym tekstem pogadanki na ten temat.

Wiktor Dzierżanowski został oskarżony o usiłowanie gwałtu na Eulalii K.
Mąż pani K. miał w dzierżawie ogród, który miastu przynosił deficyt. Dzierżanowski postanowił ogłosić licytację – i w jej wyniku ogród przeszedł w inne ręce a miasto przestało dopłacać do interesu. Ale pozostały pretensje. Był powód, by skompromitować niewygodnego, nie tylko dla ogrodnika, osobę. Znalazła się też pułapka, a w niej Eulalia K. Na miejscu zdarzenia znaleźli się świadkowie, którzy, co zabawniejsze, mieszkają na przeciwległych krańcach miasta.


 
 

W chwili otwarcia kolei (22 lipca) Dzierżanowski znajduje się w areszcie tymczasowym. Musi bronić się nie tylko przed zarzutem usiłowania gwałtu. Postawiono przed nim jeszcze dwa zarzuty.

 
 


Niejakiemu Nowickiemu, który miał w Reszlu odbudować cegielnię, przewodniczący przydzielił na ten cel cegłę z walącego się domu. Nowicki zobowiązał się zwrócić pożyczkę w naturze po uruchomieniu cegielni. Tę umowę akceptowało prezydium MRN w Reszlu, wiedział o niej powiat, a komisja wojewódzka dopatrzyła się w niej formalnego przekroczenia, uzasadnionego gospodarczo. Mimo to w rok później wszczęto przeciw Dzierżanowskiemu postępowanie sądowe.

Podejrzany jest on także o przywłaszczenie 2100zł z kasy miejskiej. Nie czekając na wyjaśnienie zarzutu, aresztowano go. Dzierżanowski wprawdzie pobrał pieniądze, ale na ich pokrycie zostawił czek ze swoim podpisem, ponadto wziął je dla pracownika spółdzielni, który miał wykonać mapę turystyczną Reszla.


 
 

115 mieszkańców Reszla skierowało do prokuratury w Olsztynie prośbę o zwolnienie Dzierżanowskiego z aresztu.

 
 


„Od chwili objęcia stanowiska wykazał dużo troski o zaniedbane i zniszczone miasto. Jego inicjatywie i pracy zawdzięcza ludność tutejsza kolej, gazownię, doprowadzenie wody z nowowybudowanej studni artezyjskiej. Miasto doprowadził do estetycznego wyglądu. Wprawdzie część projektów nie zostala zrealizowana, lecz to dzięki rywalizującej grupie, walczącej za wszelką cenę, krzyżującej twórcze plany rozwoju miasta dlatego tylko, że pochodziły one od przewodniczącego Wiktora Dzierżanowskiego”.

 
 


Wśród 115 osób proponujących złożenie kaucji za zwolnienie był zegarmistrz Bąk, młynarz Mastelarz, murarz Paluch, praczka Klim, pielęgniarki i lekarz Sikorski... Jednym słowem przekrój socjalny, zdolny zadowolić najbardziej grymaśniego socjologa...

 
 


Na skutek kilku interwencji prasowych Prokuratura Generalna zbadała zarzuty wysunięte przeciw Dzierżanowskiemu i uznała, że śledztwo było prowadzone niewłaściwie. Uchylony został areszt.

Dzierżanowskiego witano na rynku z kwiatami. W aptece odbyło się powitalne przyjęcie.

 
 


Wiktor Dzierżanowski nie wrócił już do Reszla na swoje stanowisko. Nie pomogło odwołanie do wojewódzkiej rady w związku ze zdjęciem go ze stanowiska.


W dwa dni po powrocie do Reszla, Wiktor Dzierżanowski jest w Warszawie w redakcji gazety Świat.

 
 


Dziś byłem u wiceministra komunikacji, by podziękować mu za kolej Sątopy-Reszel. Wiceminister Modliński zapewnił mnie, że linia będzie przedłużona do Kętrzyna...
-Jak to? Przecież pan nie jest już w przezydium MRN? - zdziwił się reporter.
To nic. - brzmiała odpowiedź. - Ale zawsze obchodzi mnie Reszel...”


 
 


Nie zbudowano połączenia kolejowego Reszla z Kętrzynem. W tamtych latach mogło to zdecydować o szybszym rozwoju Reszla. Zastanawiam się, jak mogłoby wyglądać teraz nasze miasto, gdyby Wiktorowi Dierżanowskiemu pozwolono realizować plany rozwoju Reszla.

Jego postać nadal tkwi w pamięci wielu„starych” reszelaków.  
Powoli zaczyna już obrastać w legendę.
Żaden z kolejnych jego następców nie potrafił tak jak on, pociągnąć za sobą ludzi do wspólnego działania.
Żaden nie miał dalekosiężnej wizji Reszla.

Przez czyjąś prywatę i intrygi Reszel stracił swoją szansę na to, by w powojennej Polsce wrócić do świetności, jaką cieszył się przed wiekami.


Jolanta Grzyb

 
 
 
 
 
 

Rodzina Dzierżanowskich. Druga żona pana Dzierżanowskiego Stanislawa Dzierzanowska z synami Zdzisławem i Januszem Pieczystym, Wiktor Dzierżanowski i jego dzieci z pierwszego małżeństwa Krystyna i Leszek Dzierżanowscy.

 
 
 
 
 
 

Wiktor Dzierżanowski zmarł w 1968 roku.

 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego