"Zasłużonym - Reszel" dla pani Alfredy Kułak - Reszel moje miasto

Idź do spisu treści

Menu główne:

"Zasłużonym - Reszel" dla pani Alfredy Kułak


Na uroczystej sesji Rady Miasta 10 lipca b.r. z okazji 678 rocznicy nadania Reszlowi praw miejskich przyznano honorowe tytuły "Zasłużonym - Reszel" trzem osobom: pani Alfredzie Kułak, panu Piotrowi Żuchowskiemu i panu Marianowi Podziewskiemu. 
Z wnioskiem o nadanie tego zaszczytnego tytułu dla pani Alfredy wystąpiło Towarzystwo Miłośników Reszla i Okolic. 

Zapraszam do lepszego poznania pani Alfredy. 
Jolanta Grzyb 
 
 
Nasza pani Alfreda...

Panią Alfredę Kułak znam „od zawsze”. Jedna z wielu znajomych twarzy w Reszlu. Zwyczajowe przywitanie: „Dzień dobry”, „dzień dobry” … i ten Jej, zawsze promienny, uśmiech.

Kiedy Jej wnukowie, Madzia i Piotruś zaczęli uczęszczać do przedszkola, w którym pracowałam, nasze spotkania były częstsze. Pani Alfreda zwykle z pogodnym uśmiechem, ogromną cierpliwością i wyrozumiałością dla dziecięcego nieposłuszeństwa swoich wnuków. Pamiętam urocze, pełne ciepła i miłości zdjęcie, które zrobiłam Jej, Piotrusiowi i Madzi w Dniu Babci, jak bardzo była wzruszona ich recytacją wierszy z okazji tego święta.

Pamiętam koncert kościelnego chóru, kiedy Jej przepiękny głos, niepokornie, pomimo olbrzymiego wysiłku z jej strony, by nie wybijać się przed innych, mimo wszystko dominował wśród innych chórzystów.

Kiedy na jednym ze spotkań naszego stowarzyszenia zaczęliśmy zastanawiać się, kto z mieszkańców naszego miasta ma na tyle bogaty życiorys, żeby móc podzielić się swoimi przeżyciami z innymi, ktoś wspomniał panią Alfredę.

Nie od razu zgodziła się poświęcić swój czas, mimo to na spotkanie z nami przyszła, elegancko ubrana, z nieodłącznym, ciepłym uśmiechem na twarzy. Jednak, ani ubranie, ani staranna fryzura nie skryły Jej ogromnej tremy przed występem. „Dlaczego ja?” „Takich jak ja jest wielu...”, „O czym mam opowiadać?”...

Sala w Miejskim Ośrodku Kultury, niemała przecież, ledwie pomieściła znajomych, przyjaciół, rodzinę pani Alfredy i wszystkich innych, ciekawych jej przeszłości.
Kiedy zaczęła mówić, łamał się Jej głos. Powoli jednak, czując wielką dla siebie życzliwość, nabierała śmiałości. I … poznaliśmy Jej losy, tak trudne do zrozumienia współczesnym, tak typowe dla tamtych, trudnych, powojennych czasów...

Urodziła się 15 czerwca 1934 roku. W 1948 roku razem z rodzicami i młodszym rodzeństwem: siostrą i bratem, zamieszkała w pobliskim Klewnie. Do szkoły podstawowej, a potem zawodowej dochodziła do Reszla przez kilka lat. Najtrudniejsze były piesze powroty po zachodzie słońca. Wyobraźnia dawała się we znaki. Szelest liści, szum wiatru, niespodziewane odgłosy i te cienie przybierające najróżniejsze postaci... I w końcu ulga, kiedy zamykała za sobą drzwi domu.

W tamtych czasach młodzi ludzie szybko się usamodzielniali. Pani Alfreda opuściła dom i zamieszkała razem z koleżanką w reszelskim mieszkaniu.

W Jej młodzieńczym życiu, pełnym wiary w lepszą przyszłość, pełnym ideałów wydarzyło się coś, co mogło zakończyć się tragicznie, gdyby nie zmiany polityczne, które nastąpiły po śmierci Stalina. Dzisiaj wiemy, jaki los spotykał ludzi sprzeciwiających się reżimowi.
Pani Alfreda i jej przyjaciele, założyli nieformalna grupę młodzieżową, którą nazwali: „Związek Prawdziwych Polaków”. Krytykowali istniejący ustrój polityczny, deklarowali wierność Bogu i religii katolickiej. W małym miasteczku ich zachowanie zwracało uwagę i nie przez wszystkich było akceptowane. Kiedy ułożyli wiersz-paszkwil ośmieszający i krytykujący ówczesnego przywódcę ZSRR – Stalina, znaleźli się tacy, którzy wskazali na panią Alfredę i jej przyjaciół.

Wielu z nas pamięta stare maszyny do pisania, w które przed napisaniem tekstu, trzeba było wkręcić białe kartki na przemian z kalką, dzięki której napisany tekst odbijał się na kolejnej stronie. Kalek używało się wielokrotnie. Pani Alfreda zadbała o to, żeby w maszynie znalazły się nowe, jeszcze nie używane.. Po to, żeby jakość druku była jak najlepsza. Ponieważ na kalce zawsze pozostawało odbicie napisanego tekstu, po wykorzystaniu, wszystkie spaliła. Wydawało się Jej, że wszystkie. Jak to się stało, że jedna została, do dziś tego nie wie... Kiedy wiersz, powielony w kilku egzemplarzach pojawił się na ulicach miasta, „życzliwi” wskazali na młodych buntowników jako potencjalnych sprawców tego czynu. Nastąpiły przeszukiwania mieszkań. Znaleziono zapomnianą kalkę z jawnym dowodem zbrodni.

Pani Alfreda trafiła do więzienia na 1,5 roku.

Pobytu w więzieniu nie wspomina źle. Być może pomogła jej miła osobowość i młodzieńczy urok. A może to, że zbliżał się koniec reżimu Stalina? Znajomi nie zapomnieli o niej. W więzieniu uczyła się z dostarczanych jej przez nauczycieli i przyjaciół, książek. Po powrocie do Reszla przywitano ją jak bohaterkę. Były kwiaty, uściski, łzy...

Potem wszystko potoczyło się szybko. Skończyła szkołę, zaczęła pracować. Wyszła za mąż. Urodziła pięcioro dzieci. Nie było Jej łatwo. Ciężko pracowała, żeby zapewnić dzieciom względny dobrobyt i umożliwić skończenie szkół. Mąż umarł w 2000 roku, po 46 latach wspólnego życia. Ktoś powie, że takich ludzi było wielu. Tak, to prawda. Pani Alfreda, tak jak inne kobiety z tamtych lat codziennie, cierpliwie, bezustannie toczyła walkę o dobre życie dla swojej rodziny.

Zawsze towarzyszyła Jej miłość do Boga. Wiara pomagała przetrwać trudne chwile, a czas spędzany w kościelnym chórze dawał wytchnienie od szarej codzienności. Z chórem związana jest od ponad 60-ciu lat. Śpiewa do dziś. Nazywają Ją „Ordonką”, bo Jej głos to piękny, mocny sopran. Czasami nachodzą Ją myśli, żeby ustąpić miejsca w chórze młodszym pieśniarkom, ale Jej miłość do śpiewu jest tak wielka, że w końcu przegrywa i znowu jest na próbie chóru, a potem śpiewa w kościele.
Wie o chórze wszystko, zna doskonale historię polskiego kościoła w Reszlu.

Mimo swego wieku jest ciągle samodzielna i pełna sił życiowych. Nie tylko sama nie przyjmuje pomocy, ale jeszcze rozdaje ją innym. Jej młodsza córka, Małgosia wspomina, jak Mama przyjęła kiedyś na noc nieznane sobie, podróżujące po Warmii i Mazurach, małżeństwo z dwójką dzieci. Nikomu nie odmawia jedzenia, każdy potrzebujący otrzymuje od niej odpowiednie wsparcie.

Pani Alfreda była bardzo zaskoczona pomysłem przyznania jej tytułu honorowego „Zasłużonym -Reszel”. „Dlaczego ja?”... „Niczego wielkiego w swoim życiu nie zrobiłam...”
Odpowiadam: „Bo w Pani widzimy tę ogromną liczbą osób, które przybyły tu, do Reszla w pierwszych latach po wojnie i codzienną pracą, tą zawodową i rodzinną, budowały polską rzeczywistość miasta. Bo... to Pani cudowny, ciepły uśmiech, którym obdarza Pani każdego, powoduje, jak „efekt motyla” serie dobrych zdarzeń. Bo … jest Pani nie tylko Matką ale i Babcią reszelaków, z których może być Pani dumna. Bo... jest Pani jednym z najpiękniejszych i najdłuższych stażem głosów w kościelnym chórze. Bo... bo... bo....”

Pani Alfreda jest wyjątkową osobą na liście osób, które otrzymały honorowy tytuł: „Zasłużonym – Reszel”. Nie była ważnym urzędnikiem ani dyrektorem zakładu pracy. Skromna, życzliwa całemu światu, kochająca żona, matka i babcia. Zwykła – niezwykła reszelanka. Z przeszłością taką jak wielu innych, którzy przybyli tu po wojnie. Budująca codzienną rzeczywistość Reszla swoją osobowością, uśmiechem, życzliwością i pomocą dla drugiego człowieka.

Pani Alfredo, my, reszelacy, kochamy Panią...
- prezes Towarzystwa Miłośników Reszla i Okolic – Jolanta Grzyb 
 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego